Rozmyślania nad życiem dopadają w szczególności nastolatków.
Ten zniszczony, zalany przez wodę z muszli klozetowej świat. Obskurny, rozpadający się, przesiąknięty zapachem papierosów zmiksowanym z dezodorantami, czerwony jak krew budynek nazywany szkołą e-e doprowadza mnie codziennie, dzień w dzień, do nienawiści że zaczynam myśleć czy aby na pewno wszystko jest ze mną w porządku. Gdyby to był sam budynek to dałbym radę, ale gdy w rachubę zalicza się jeszcze "kolegów" z klasy oraz nauczycieli, wychodzi naprzeciw mnie coś czego SAM nigdy nie pokonam. To jest większe ode mne, przyznaję, sam nigdy nie poradziłbym sobie by to zniszczyć - te chamstwo, arogancja, olewanie uczniów przez nauczycieli. I te popierdolone "panie/pani profesor"... skoro oni nimi nie są, to co za debil wykalkulował by na nich tak mówić. Może przesadzam, ale ta szkoła (jako całość - budynek, ludzie, nauczyciele) budzi we mnie coś co odczuwał "Zdolny uczeń" - żądzę krwi. I to krwi nauczycielów, przynajmniej tych którzy tak olewająco, z uśmiechem na twarzy wystawiają oceny niedostateczne.
Rozmyślania o życiu .